|
Igrzysk i chleba! W ten sposób cezar załatwiał problemy w Rzymie. Jak się tłum zaczynał buntować, to organizowano Igrzyska. Chleb też rozdawano. Tłum się uspakajał i jakoś leciało. Czasami igrzyska trwały całymi miesiącami.
Panujący pod Wielką Górą wpadł na pomysł, aby to mieszkańcy zdecydowali co zrobić na swojej ulicy za publiczna kasę. Nazwano to budżetem partycypacyjnym. Niech lud sam zdecyduje czy kupić śmietniki, czy też może ławeczki. No bo przecież na wszystko kasy nie starczy. To się nazywa przeniesienie odpowiedzialności na tłum. Jaśnie panujący i jego przyboczni postanowili pozbyć się problemu myślenia. Zdecydowali niczym Piłat – niech decyduje tłum. Później powiedzą – zrobiliśmy jak chcieliście, to nie my podejmowaliśmy decyzję, to wy. Trzeba było zdecydować inaczej.
Tu nasuwa mi się myśl nieokrzesana –po jaką cholerę wybrany został Jaśnie panujący i jego przyboczni? Chyba się nie pomylę pisząc, że są to wybrańcy tłumu, którzy przedstawiali określony program, na podstawie którego tłum ich wybierał, po to, aby ten program mogli realizować. To po co więc jakieś cyrki z „budżetem partycypacyjnym” ? Do czego nam Jasnie Panujący i jego przyboczni, którzy nie potrafią podjąć prostej decyzji co zrobić za 50 tysięcy? Pisząc wprost – po co nam burmistrz i radni, którzy nie wiedzą, że trzeba naprawić kawałek ulicy, zamontować oświetlenie, wyciąć krzaki albo systematycznie czyścić kanalizację deszczową? Moim zdaniem są zbędni.
Jeśli tłum ma decydować co trzeba w mieście zrobić, to wystarczy sprawny urzędnik z wypłatą co najmniej o połowę skromniejszą od tej, którą pobiera burmistrz. Nie potrzebni są też radni. Za diety, które biorą można byłoby zakupić i zamontować „pojemniki na psie odchody w głównym ciągu ulicy Konstytucji 3 Maja”, których domagają się mieszkańcy.
Inni przeczytali również: Budżet partycypacyjny - prg pilotażowy czy wacikowy?
jOranT_KarpaczANSKI, 19-11-2011, odsłon: 520 |